Gasnąca blogosfera polityczna

Czasy tzw. „dobrej zmiany” to bardzo burzliwy okres w naszym kraju. Co chwila aż się prosi o reakcję, komentarz, spisanie, żeby nie zapomnieć. Czemu więc mam wrażenie, że polityczna część blogosfery coraz bardziej gaśnie, zanika, nie reaguje na bieżące wydarzenia? Dotyczy to także mnie samej – ostatnia notka na blogu ma datę z grudnia ub.r. A przecież przez ostatnie pół roku tyle się działo… Likowanie na FB czy RT na TT na pewno niczego nie załatwiają, aby głośno mówić o tym, co nam się nie podoba. I wprawdzie na początku maja nagle posypało mi zdrowie, niespodziewanie wylądowałam też w szpitalu, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie. Kryzys zaczął się już wcześniej.

Chyba czas najwyższy wziąć się w garść – zachęcam też innych blogerów. Za kilka miesięcy wybory samorządowe – to będzie ważny sprawdzian stanu demokracji w Polsce. Nie powinniśmy tego odpuszczać, musimy zacząć pisać/działać/pilnować/nagłaśniać. To minimum, które możemy zrobić. W końcu teraz decyduje się to, w jakim kraju będziemy żyć przez najbliższe lata – póki co to odbudowujemy czasy słusznie minione, w których władza wie lepiej i decyduje za nas. Pamiętam czasy PRL-u i nie chciałabym już do tego wracać, a tym bardziej fundować tego przyszłym pokoleniom.

Jednym słowem – blogerzy do notek i „spisujemy słowa i czyny”.