Wigilia w czasach II RP

Z „Przewodnika Katolickiego” z 28 grudnia 1930 roku

Zwyczaje i obrzędy ludowe w Będziemyślu, pow.ropczycki, woj.krakowskie

W dzień wigilijny już przed świtem zrywają się wszyscy z posłania, wierząc, że „kto w wiliję wstaje raniuśko, ten tyz wcas bedzie wstawał bez caluśki rok …” . Wszyscy pilnie i ochoczo zabierają sie do pracy, bo tak pójdzie im ona przez cały rok, a co się w tym dniu przydarzy, tak też dziać się będzie przez wszystkie następne dni do następnej wiliji…. Od samego ranka panuje wielki ruch w chatach. Gosposie z córeczkami pieką „podpłomyki” na śniadanie dla domowników, z białej „kupnej” mąki pieką placki, kukiełki, a z domowej – chleby na cały tydzień. Gospodarz z chłopcami lub parobkiem rąbie drzewo, rżnie sieczkę na trzy dni. Wszyscy poszczą cały dzień, a nawet „suszą” o kawałku chleba, lub o pieczonych ziemniakach – aż do wieczerzy….
Gdy gospodyni upora sie z plackami, zaczyna gdzieś koło „połednia” warzyć po trochu z każdej potrawy, jakiej w ciągu roku będą używać.
Południowego jadła, – obiadu – dziś niema, więc apetyty „zaostrzone” po jałowem, suchem śniadaniu i wszystko z utęsknieniem oczekuje tradycyjnej wigilijnej wieczerzy, na która przecie mają przybyć „kumowie”, najbliżsi krewni i sąsiedzi.
Skoro się ściemni i pierwsza gwiazda ukaże się na niebie, wnosi gospodarz do izby snopek owsa, wiązkę słomy i siana. Snopek owsa stawia w kacie izby, siano kładzie na stół, który „gospoś” nakrywa obrusem; część siana rzuca pod stół. Dziewczęta tymczasem kończą starannie zamiatanie izby, boc przez następny dzień święta Bożego Narodzenia nie wolno będzie ruszać miotły.
Przed „pośnikiem” wszyscy wymyci i wypucowani klęcząc odmawiają pacierz i proszą Boga, by im raczył błogosławić w pracy przez cały rok. Gdy się zjawią zaproszeni goście, łamią sie wszyscy w milczeniu opłatkiem, życząc sobie szczęścia, zdrowia, „fortuny, a po śmierci niebieskiej korony” i doczekania drugiej wiliji ….
Dejsze nam, Boże, scęśliwie dockać drugie wilije i drugiego Bożego Narodzenia – odzywa się poważnie głowa rodziny.
– O, dej-ze nom, dej – dorzuca babunia-staruszka.
Wszyscy zasiadają do stołu – do postniku; jedynie małe dziecięta – z łyżkami w rękach stoja przy stole (…)
„Pośnik” wigilijny składać się musi ze wszystkich potraw, które się jada cały rok. A każdy je powoli, z rozwagą i namaszczeniem pewnem, boć to przecie nie zwykła wieczerza, ale rodzaj uroczystego obrządku ludowego. I przynosi skrzetna mamusia – z kuchni – „z blachy” miske za miską, z któej wszyscy społęm, w zgodzie zajadać mają. A więc najpierw barszcz z grzybami, potem ziemniaki lnianym olejem namszczone, następnie kapusta z grochem, paluszki z olejem, fasola, pęcak z jabłkami suszonemi, kaszą jaglaną, kluski, kasza hreczana z ugotowanemi śliwkami suszonemi, pierogi z kapustą, lub z powidłem.
Zaczynając „pośnik” – mówi gospodarz domu:
– Wilcku, wilcku, chodź-ze do pośnicku ! Jak nie przyjdzies dzisioj, to nie przychodź nigdy.
Gdy jedzą kapustę, gospodarz bierze za głowę najbliżej siedzącego, mówiąc: „Składaj się kapustko, składaj, byś tako urosła, jak głowa człowieka”. To samo robią i inni domownicy między sobą. Kiedy zajedzą groch, pociagaja się za włosy, mówiąc: „Wij się, grosku, wij” – lub – „wiąz się grosku, wiąz”. Podczas jedzenia kaszy jaglanej, uderzają się lekko po głowach, móiąc: „Kiść się, proso, kiść!”. Gdy jedzą ziemniaki, mówią: „Ródźcie się, ziemniocki, ródźcie !”. Przy jedzeniu zaś potraw mącznych mówią: „Pleń sie, zboze, pleń!”.
Wzięła mamusia miskę ze stołu – a z nią i kawałek opłatka, podłozonego umyślnie pod miskę.
– O, widzis, staro – mówi ojciec – plenie będzie proso, bo sie przylepiuł opłatek do miski.
– A zimnioki tyz plenie bedą – odzywa się mały Wojtuś – bo jaze dwa kawołecki opłatka przylepiły sie.
– A – nie dziwota – mówi Marysia – bo mądry Wojtuś pośliniuł pewnikiem opłatek.
– A juści – wtrąca się Kasia Wilczeńsconka – ma dużo śliny w gambie, bo napiuł się wody podczas pośniku i teraz do bedzie bez cały rok zgaga paliła.
– Nie baj baja – mói rozsądny ojciec. Nie wywołuj wilka z lasu – przemawia od „blachy” matka. Zakolendujcie co – to bendzie lepiej. I poważnym głosem zaczyna ojciec kolędę: Wśród nocnej ciszy ….
Po skończonej wieczerzy i pacierzu zasiadają na ławach i zaczynają śpiewać przepiękne kolędy i pastorałki. Babcia wzięła do ręki kantyczkę i jęła śpiewać z wnuczętami jedną po drugim pastorałkę, aż jej głos zachrypł.
Dziewczęta jakoś nie mogą usiedzieć na miejscu, toz wybiegają na podwórko i nadsłuchują; z której strony pies zaszczeka, z tej strony przyjdzie chłopieć przeznaczony na męża. Gospodarz zaś lub jego synowie robią wróżby: rzucają ździebłą żytniej słomy na pułap – za tragarz; ile ździebeł słomy zatrzyma się za tragarzem, tyle kop żyta będzie w przyszłym roku.
Potem wychodzą do sadu owocowego. Parobek, idąc naprzód, uderza siekierą w drzewo i zapytuje się: – „Bedzies rodzić cy nie, bo cie zetne ?” – Drugi zaś, idąc za nim, odpowiada: „Oj, nie ścinaj go tyz, bo jesce bedzie rodziło”, – i obwiązują drzewo powrósłem, aby silniej owocowało. Inni zaś znów obsypują drzewo makiem, aby tyle owoców było na niem, ile ziarnek maku …

Ks. Jan Wacławski

Czasem fajnie jest zobaczyć, jak to kiedyś bywało, szczególnie w kontraście z współczesną komercją.

Wszystkim życzę, aby w te Święta Bożego Narodzenia znaleźli to, co dla nich najważniejsze. I aby to trwało jak najdłużej….